czwartek, 27 kwietnia 2017

Kwiat w ciemności II

— Huh? — spytał, próbując zamaskować niepokój i patrząc badawczo na nieznajomą. — Dlaczego tak uważasz? Przecież magia nie istnieje.
— Nie udawaj idioty. — Gillian żachnęła się, wyraźnie zła. — Obserwowałam cię. Widziałam, że rzuciłeś jakieś zaklęcie na barmana, żeby ci podał piwo. No i do tego to imię po dyrektorze… Musisz być z Hogwartu.
— Jesteś czaro…
— Nie. — Przyłożyła palec do ust, natychmiast go uciszając. — Nie możemy tutaj rozmawiać. Chodźmy stąd. Wszystko ci opowiem, ale gdzieś na zewnątrz, gdzie nikt nas nie podsłucha. Nie chcę, żebyś miał przeze mnie problemy. Dopij piwo i idziemy.
Huh, a więc typ rządzącej się królowej, tak?
Czuł się dziwnie, wykonując jej polecenie, ale jednocześnie był zaintrygowany. Dziewczyna najwyraźniej była mugolką (albo charłaczką?), ale zdawała się wiedzieć wszystko o magicznej społeczności, także to, że nadal obowiązywała ich ustawa o tajności. Ale w takim razie dlaczego nikt nie wyczyścił jej pamięci? Jak to możliwe?
Zdeterminowany, żeby poznać prawdę, odstawił pusty kufel na blat i skinięciem głowy dał znać Gillian, że jest gotów. Poprowadziła go w stronę wyjścia z pubu. Szła sprężystym krokiem, kołysząc nieco biodrami, dzięki czemu zarobiła wiele spojrzeń zaintrygowanych mężczyzn; z kolei Albus poczuł płynącą od nich falę zazdrości. Nie mógł powstrzymać uśmiechu; w końcu to z nim dziewczyna opuszczała pub, a nie z którymś z tych pijaków siedzących przy stolikach.
Wiatr hulający po ulicy natychmiast uderzył go w twarz. Zapiął do końca zamek kurtki i wcisnął ręce do kieszeni, stwierdzając, że ten jeden raz nie użyje magii, żeby się ogrzać; to byłoby nie fair wobec Gillian, tym bardziej, że nie wiedział, jak zareagowałaby na rzucenie przez niego zaklęcia.
Dziewczyna jednak wyglądała na przyzwyczajoną do niższej temperatury. Nawet nie zadrżała w swoich cienkich ubraniach, być może dlatego, że za bardzo pochłonęło ją obserwowanie Albusa. Chłopak poczuł się nieco nieswojo pod jej wzrokiem, więc patrzył wszędzie, tylko nie na nią.
Cisza się przeciągała.
— Będziemy stali pod pubem czy pójdziemy stąd? — spytał wreszcie nieco zirytowany Ślizgon. Powoli zaczynał mieć dość tej dziwnej sytuacji.
— Masz rację, chodźmy stąd. Niedaleko stąd jest fajny park, w którym możemy pogadać. Jest otwarty przez cały czas, nawet w nocy. Spieszysz się?
— Nie. Mam czas. Prowadź.
Wspomniany przez Gillian park faktycznie znajdował się niedaleko, bo dwie przecznice dalej. Albus zdziwił się, że wcześniej go nie zauważył, ale równie dobrze mógł zajść do pubu od innej strony.
— Niewiele osób wie o jego istnieniu, bo jest mały — wyjaśniła dziewczyna. — Zaledwie parę drzewek i staw. Ale jest idealny do rozmowy na uboczu, jeżeli nie chcesz, żeby ktokolwiek cię podsłuchał.
Przeszli przez bramę, za którą rozpościerała się żwirowa ścieżka. Drobne kamyczki chrzęściły pod ich stopami, kiedy wędrowali w stronę stawu. Szybko zboczyli z drogi, znikając poza zasięgiem latarni lśniących pomarańczowym światłem, i przeszli pod wierzbami płaczącymi, których długie, wiotkie gałęzie zwieszały się nad wodą. Gillian bez słowa wskazała wolną ławkę stojącą na brzegu. Usiedli.
Tym razem również Al przerwał ciszę jako pierwszy.
— Więc… Nie jesteś czarodziejką?
— Nie. Jestem zwykłym człowiekiem pozbawionym krztyny magii. — Uniosła w górę ręce. — Jak nas nazywacie? Mag…
— Mugole.
— Ach, tak. Możliwe.
— Więc skąd…?
— Miałam kiedyś chłopaka czarodzieja. — Zaciskając dłonie z powrotem na krawędzi ławki, zapatrzyła się na staw, na którego powierzchni tańczyło światło księżyca; była pełnia. — Opowiedział mi wszystko o waszym społeczeństwie. Poznaliśmy się przypadkiem, kiedy tak jak ty wałęsał się po Londynie. Wpadł mi w oko. Mówił później, że ja jemu też.
— Jak dużo ci powiedział? I już z nim nie jesteś? Dlaczego więc nie wymazał ci pamięci, tak jak powinien?
— Spokojnie, jedno pytanie na raz! Wiem, że chciałbyś wszystko wiedzieć, ale spowiadanie się z tego wcale nie jest takie proste… — Przechyliła głowę, ale wciąż nie odwzajemniała spojrzenia Albusa. — To było ponad dwa lata temu. Byłam młoda i głupia, dałam mu się uwieść. Opowiadał mi bajki o magii, czarach, o cudownym zamku, i przez dłuższy czas myślałam, że to sen, że to nie może być prawda. Z jednej strony czarował mnie swoimi słowami, a z drugiej strony… Racjonalna część mnie uważała, że jest wariatem.
— Ale magia…
— Tak, wiem, że magia istnieje, tylko staracie się to przed nami ukryć. Nie zrozum mnie źle, rozumiem was, też bym na waszym miejscu nie chciała, żeby wszystko się wymknęło spod kontroli. Dlatego zupełnie nie mogłam w to uwierzyć, dopóki David mi nie pokazał, jak rzuca zaklęcia. Miałam nawet w dłoniach jego różdżkę. Nie wiem, z czego ją wykonano, nie znam się na tym, ale była ładna.
Głos Gillian brzmiał tak, jakby dochodził z oddali. Dziewczyna zupełnie się zatopiła w swoich wspomnieniach.
— Każdy czarodziej ma taką. Podobną.
— Wiem. David powiedział mi o was dużo. Myślę, że aż za dużo. Nie chciałam wiedzieć wszystkiego. Może i bycie z nim mnie w jakiś sposób chroniło, ale teraz… Czasem się boję, że wasze Ministerstwo w jakiś sposób się dowie o tym i mnie dopadnie.
— Jak to się stało, że nie wymazał ci wspomnień?
— Och, bardzo prosto. — Skrzywiła się zauważalnie. — Rozstaliśmy się z hukiem. Nieważne, o co poszło, to sprawa między nami… Ale chyba był tak zaabsorbowany sprawą, że zapomniał to zrobić. Albo nie chciał. Nie wiem. Po prostu tego nie zrobił, więc żyję ze wspomnieniami o czarach… I o nim.
— Chciałabyś zapomnieć?
— Mówiłam ci już, że się boję. Zrobiłabym wszystko, żeby uniknąć konsekwencji tego niedopatrzenia, ale z drugiej strony… to jedne z moich najdroższych wspomnień. Boję się ich utraty.
Al skinął głową.
— Rozumiem.
— Masz prawo rzucić na mnie to zaklęcie czy poinformować odpowiednie władze. — Wreszcie na niego spojrzała. W jej oczach pojawiła się determinacja. — Nie będę cię winić, jeśli to zrobisz. W końcu przepisy do czegoś zobowiązują. Nie chciałabym, żebyś miał problemy z powodu dziwnej dziewczyny, która się przyczepiła do ciebie w barze tylko dlatego, że jesteś czarodziejem. Boże, nie powinnam była w ogóle do ciebie podchodzić. Nie wiem, co we mnie wstąpiło…
— Nie rzucę tego zaklęcia ani nikomu nie powiem o niczym — przerwał jej cicho Albus, dotykając dłońmi jej własne. Walczył z chęcią objęcia dziewczyny. — Chyba że sama będziesz tego chciała. Wystarczy, że poprosisz. Ale inaczej tego nie zrobię. Obiecuję ci to.
— Nap… Naprawdę?
Patrzyła na niego oczami mokrymi od łez i chłopakowi momentalnie zrobiło jej się żal. Już się nie wahając, przytulił ją do siebie, obejmując mocno ramionami. Gillian bezgłośnie płakała, podczas gdy on kreślił uspokajające kółka na jej plecach i szeptał słodkie słówka.
Prawdę mówiąc, taka sytuacja zdarzyła mu się po raz pierwszy, ale instynktownie wiedział, jak ma się zachować.
Uspokoiła się po paru minutach i odsunęła od niego, wycierając oczy. Makijaż na jej twarzy rozmazał się, przez co skojarzyła się Alowi z małą, słodką pandą. Pociągnęła nosem parę razy. Gorączkowo przeszukała kieszenie i znalazła w jednej z nich czystą chusteczkę. Hałaśliwie się wysmarkała.
— Dziękuję — powiedziała w końcu. — I przepraszam za to, ale naprawdę nie sądziłam, że się tak zachowasz. Ryzykowałam, podchodząc do ciebie, ale naprawdę nie mogłam się oprzeć. Wy, czarodzieje, macie coś w sobie, coś, co przyciąga jak magnes. Nie wiem, czy to działa tylko na mnie, ale instynktownie potrafię wyczuć czarodzieja w pobliżu. Dlatego podeszłam. Przepraszam.
— Nie przepraszaj — stwierdził stanowczo, ucinając wszelką dyskusję. — Nie masz za co. To ja powinienem się czuć… dumny? Jeszcze żadna tak ładna dziewczyna do mnie nie zagadała tak po prostu.
Gillian gwałtownie podniosła głowę, patrząc z niedowierzaniem na chłopaka.
— Żartujesz chyba!
— Nie. — Pokręcił głową. — Nie mam zbyt dużego powodzenia u dziewczyn, choć teoretycznie, biorąc pod uwagę to, że większość mojej rodziny to wojenni bohaterowie, oraz moje zadawanie się z Księciem Slytherinu… Zgaduję, że po prostu was odpycham. Nie umiem z wami rozmawiać.
— Nie gadaj głupot. Ze mną jakoś rozmawiasz!
— Jesteś wyjątkiem.
— Może po prostu brakuje ci pewności siebie, bo twojemu wyglądowi na pewno niczego nie brak — stwierdziła, taksując wzrokiem jego sylwetkę. Słysząc to, pokręcił głową z rozbawieniem. — Albo z tymi dziewczynami jest coś nie tak. Może po prostu nie umieją cię docenić.
— Sam siebie nie doceniam, więc jak inni mają mnie docenić? — westchnął. — Po prostu czuję się przytłoczony, tak jakbym znajdował się w cieniu innych ludzi. Jestem gdzieś na ulicy z moimi rodzicami – ludzie od razu się im kłaniają, pozdrawiają, bo przecież uratowali cały czarodziejski świat przed Voldemortem, zwłaszcza tata, a ja to co? Dzieciak Potterów, nic więcej. No i jeszcze w Hogwarcie przyjaźnię się z takim jednym chłopakiem, który przyćmiewa mnie inteligencją i charyzmą, który jest Księciem Slytherinu, dziewczyny za nim szaleją i po prostu noszą go na rękach… Chyba tylko moja najukochańsza kuzynka dla niego nie zemdlała — skonstatował zgryźliwie. — Czasem mi brakuje na to sił.
— Uhuch, chyba dotarliśmy do źródła problemu.
— Bawisz się w psychologa czy jak?
— Cóż, trochę się tym interesuję — stwierdziła lekko, siadając na ławce przodem do niego, żeby lepiej widzieć jego twarz. — I z tego, co mówisz, wynika, że naprawdę jesteś zbyt mało pewny siebie i uważasz, że inni są od ciebie lepsi. Musisz zmienić to przekonanie.
— Myślisz, że nie próbowałem? To nie takie proste. Nie jestem jaśniejącą gwiazdą, która może nagle wybuchnąć blaskiem i wszystkich przyćmić.
— Nie chodzi o to, żebyś wszystkich przyćmił, tylko żebyś wyszedł z cienia i uwierzył w siebie, uwierzył w to, że nie jesteś gorszy od innych. Albus, jesteś naprawdę dobrym człowiekiem i wierzę, że możesz tego dokonać.
Stanęła teraz przed nim, uśmiechając się lekko i wyciągając do niego dłoń, tak samo jak wcześniej, w pubie.
— Gillian…
— Chodź, pomogę ci odzyskać wiarę w siebie.

Kolejny fascynujący odcinek spin-offa za nami! :D Mam nadzieję, że się dobrze bawiliście, a ja tymczasem idę skrobać coś nowego... :D // Ktoś z Was się wybiera na Pyrkon? ^^

Czarodzieje