czwartek, 26 maja 2016

1. Rewelacje i powroty

Sowy z Hogwartu nadleciały rankiem, na tydzień przed rozpoczęciem roku szkolnego. Rose z uśmieszkiem zadowolenia skwitowała wyniki swoich czerwcowych egzaminów. Wszystkie przedmioty zdane z oceną „Wybitny” — poza astronomią, z której otrzymała „Powyżej Oczekiwań”. Ale szczerze tego przedmiotu nie znosiła, więc nota i tak ją usatysfakcjonowała. Otrzymała również informację, że podczas tego roku będzie pełniła obowiązki Prefekta Naczelnego, odznakę oraz listę podręczników obowiązujących jej rocznik. Przejrzała pismo z zainteresowaniem, lecz żadna z pozycji jej nie zaskoczyła. Większość z nich miała już w rękach, a niektóre nawet wygrzewały się na półkach w jej pokoju.
— Dobra robota, Rosie, jestem z ciebie dumny.
Nawet nie zauważyła, kiedy w kuchni pojawił się ojciec. Musiał czytać jej przez ramię; teraz z dumą wymalowaną na twarzy poklepywał ją po plecach.
— Dzięki, tato.
Odłożyła listy na stół i zabrała się za przygotowywanie sobie śniadania. W nocy zaczytała się i poszła spać dopiero wtedy, gdy skończyła książkę, nic też dziwnego, że następnego ranka obudziła się dużo później niż zwykle.
— Och, Rose! Przyszły listy ze szkoły? — zawołała Hermiona, ledwo weszła do pomieszczenia. Chwyciła leżące na stole kartki i szybko przeczytała ich treść. — Same wybitne, jeden powyżej oczekiwań! Chciałabym, żeby twój brat się równie mocno starał! I do tego odznaka Prefekta Naczelnego!
— Mamo, ktoś w tej rodzinie musi zaniżać średnią — skomentował sam zainteresowany, który, ledwo pojawił się przy stole, zabrał się za oglądanie swoich listów. — Wszystko zdałem. 
— Synku, wiesz, że też jestem z ciebie dumna. — Hermiona przyciągnęła do siebie Hugona i Rose, po czym ich przytuliła. — Moje dzieci tak szybko dorastają…
— Mamo! — zaprotestowała Rose. — Nie mam dziesięciu lat, tylko siedemnaście! Mogłabyś w końcu przestać traktować mnie jak dziecko.
— Na razie masz szesnaście, masz urodziny dopiero we wrześniu. — Hugo wyrwał się matce i pokazał siostrze język. — No faktycznie, jesteś taaaaaaaka dorosła!
— Przestańcie się kłócić — wtrąciła się Hermiona, widząc, że Rose już otwiera usta. — Jutro pójdziemy w takim razie na Pokątną, musimy kupić książki dla was. Hugo, tobie przydałaby się również nowa szata, tak szybko rośniesz… Będziecie też potrzebowali ingrediencji na eliksiry… I, och, tu jest mowa o szatach wyjściowych. Musimy w takim razie je również kupić.
— Szaty wyjściowe… — Ron zaśmiał się do własnych wspomnień. — Zawsze miałem do nich pecha.
— Daj spokój, miałeś całkiem ładne szaty! No może pomijając te paskudne koronki. Hermiona nalała sobie herbaty do kubkka i dołączyła przy stole do męża.
— Mamo, tato, czy ja o czymś nie wiem? — spytała Rose podejrzliwym głosem.
— Skądże znowu, kochanie — szybko wtrącił się ojciec, wyraźnie nie chcąc, żeby jego dzieci drążyły temat. Jeszcze by się dowiedziały, że w czasie balu musiał nosić szaty z koronkami, przypominające ubrania z szafy jego prababci. — Dobrze, skoro mamy iść na Pokątną, to powinniśmy już się zbierać, inaczej trafimy znowu na tłumy. Podejrzewam, że dzisiaj wszyscy się wybiorą na zakupy.
Rose parsknęła nad swoją owsianką, podejrzewając, że ojciec chce po prostu spędzić więcej czasu u swojego brata, w tym sklepie z magicznymi przedmiotami. Ona sama nigdy nie czuła się jakoś bardzo nimi zafascynowana, więc zainteresowanie rodziciela oraz swojego brata kwitowała zwykle pobłażliwym uśmieszkiem, a potem wędrowała do „Esów i Floresów”.

           
Ron miał rację, Pokątna tego dnia tętniła życiem. Ledwo się na nią dostali, już uderzyły w nich gwar głosów, pohukiwanie sów i stukot niezliczonych obcasów na kamieniach, którymi została wyłożona ulica. Rose momentalnie poczuła się tutaj jak w domu; nieodmiennie ekscytowała się tym, że niedługo będzie mogła powrócić do Hogwartu, do swojej ukochanej Wieży Ravenclawu, że w końcu znajdzie się w swoim świecie wiedzy.
— Mamo, idę do Floresów — poinformowała zdecydowanie rodzicielkę, widząc, że pozostała część rodziny kieruje się do sklepu wuja George’a.
— Ale szaty… Rose! — zaprotestowała Hermiona. — Musimy najpierw to załatwić, bo inaczej spędzimy na Pokątnej cały dzień! Do Floresów możesz pójść później.
Ruda wywróciła oczami, uznała jednak, że kłótnia z matką będzie wymagała marnowania zbyt dużej ilości energii, co się nie opłacało. Wobec tego bardzo niechętnie podążyła za swoją rodzinką do sklepu madame Malkin, prowadzonego teraz przez córkę niegdysiejszej właścicielki, która była równie niska i pulchna, co matka. Obie miały również te same dobrotliwe uśmiechy, jednakowo denerwujące Rose.
— Co my tu mamy! — zaszczebiotała młodsza madame Malkin, okręcając się wokół latorośli Weasleyów. — Panna Rose! Cóż za genialna figura! Spodziewam się, że poszukują panie szat wieczorowych? Mam tu dzisiaj wielu uczniów Hogwartu i wszyscy chcą jeszcze szaty szkolne, a ja muszę wszystko dopasować!
Kobieta rozłożyła ręce, cmokając z niezadowoleniem.
— Tak, szukamy szat wieczorowych — potwierdziła Hermiona kiwnięciem głowy. — Dla Rose i jej brata.
— Tak, tak… Dla tej panny na pewno jakaś piękna suknia! Zielony będzie jej pasował… Nie, trochę jaśniejszy odcień… Tak, będzie idealnie! — Właścicielka sklepu przywołała machnięciem różdżki tkaniny dotąd spoczywające na półce i wyczarowała z nich prędko sukienkę, chyba najpiękniejszą, jaką Rose kiedykolwiek widziała. Była zielona, udekorowana koronką. Nie miała ramiączek, więc cały jej ciężar spoczywał na biuście, ale później materiał spływał ku ziemi, tworząc cudowne szmaragdowe fale. — Przymierz ją, złotko. Jestem pewna, że oczarujesz wszystkich mężczyzn.
Dzięki kolejnemu ruchowi różdżki, niemalże niedostrzegalnemu, szaty Rose (pierwsze lepsze, w które się wcisnęła zaraz po obudzeniu) zamieniły się w suknię, którą dopiero co stworzyła madame Malkin. Gdy krawcowa postawiła przed rudą lustro, dziewczyna nie mogła poznać samej siebie. Szata idealnie pasowała do jej figury, uwydatniając to, co trzeba, i ukrywając nieco zbyt zaokrąglone biodra, w które szły tony jedzenia pochłanianego przez młodą Weasleyównę.
— Jest piękna — szepnęła.
— Oczarujesz ich wszystkich, kochanie.
Rose nie była pewna, czy kobieta mówi tak do wszystkich swoich klientek, którym własnoręcznie sprawia suknie, czy też jedynie ona dostąpiła tego zaszczytu. Wzruszyła jednak ramionami, po czym okręciła się wokół własnej osi, powodując, że materiał uniósł się nieco w górę. Podobało jej się to uczucie.
— Mogłabyś w tym tańczyć, Rose.
Dziewczyna posłała niezadowolone spojrzenie swojej rodzicielce. Nie lubiła, kiedy ktoś głośno o tym mówił, zwłaszcza w pomieszczeniu, w którym roiło się od innych hogwarckich uczniów. Rose wolała utrzymywać swoje umiejętności w tajemnicy. Nie lubiła się wychylać. Taniec sprawiał jej przyjemność, nie był na pokaz, więc nikt nie musiał o tym wiedzieć.
Kupiły sukienkę oraz szaty wieczorowe dla Hugona, po czym opuściły sklep.
— Załatwię ci składniki na eliksiry, a ty leć do Floresów — zaproponowała Hermiona, widząc, jak jej córka z niecierpliwością wypatruje szyldu księgarni. — Dołączymy tam do ciebie z tatą i razem pójdziemy na lody. Co ty na to?
— Brzmi świetnie, mamo! Dziękuję!
Rose pocałowała matkę w policzek i już jej nie było.

          
W „Esach i Floresach” jak zwykle pachniało książkami. Rose z niecierpliwością przeszła obok półek, na których znajdowały się książki kucharskie, o quidditchu i jakichś mugolskich wynalazkach. Nie interesowało jej to. Prawdziwa wiedza kryła się na regałach z woluminami dotyczącymi eliksirów, zielarstwa, transmutacji, numerologii, zaklęć, obrony przed czarną magią, magicznych zwierząt, historii. Bardzo lubiła przesuwać palcami po grzbietach ksiąg, które zdawały się do niej szeptać: „Wyjmij mnie, przeczytaj, pochłoń moją zawartość!”.
Rose większość swoich szkolnych podręczników już miała, przez całe wakacje zdążyła je kilka razy przeczytać i przeanalizować, więc z księgarni miała zamiar wynieść tylko brakujące podręczniki oraz książki, które najbardziej ją interesowały. Chciała szczególnie poczytać o zaklęciach i transmutacji, jej ulubionych przedmiotach — niełatwo było jej jednak znaleźć opracowania, które by nie nudziły. Większość z nich już znała, a część nawet nie zasługiwała na uwagę. Wreszcie jednak, po dłuższym przetrząsaniu półek, znalazła dwie, więc z dumną miną ruszyła do lady, żeby zapłacić.
Nie przewidziała jednak tego, że w połowie drogi się z kimś zderzy.
— Weasley, czy ty naprawdę nie umiesz chodzić?
Szybko odzyskała równowagę, ale zamarła, ledwo zidentyfikowała ten sarkastyczny głos. Przycisnęła książki mocniej do piersi i dopiero wtedy uniosła głowę, by spojrzeć na Scorpiusa Malfoya, jej odwiecznego wroga ze Slytherinu. Był bardzo podobny do swojego ojca (Rose miała okazję wiele razy ich ze sobą porównać na dworcu King’s Cross) — miał tak samo jasne włosy, prawie że białe, nieco tylko dłuższe niż Dracona, tak samo wąskie usta, ten sam zadarty nos, tę samą bladą cerę — jedynie oczy młodszego z Malfoyów były zielone, po matce, Astorii Greengrass.
— To ty nie patrzysz, gdzie leziesz, gwiazdo — mruknęła, nie mając humoru na wszczynanie kłótni ze Scorpiusem Malfoyem na środku „Esów i Floresów”.
— Weasley, mam nadzieję, że do przyszłego tygodnia ci się zdolności koordynacyjne poprawią, w przeciwnym razie możesz mieć problemy z tańczeniem — roześmiał się. W jego śmiechu brzmiała jedynie pogarda. — A chyba nie chciałabyś zaryzykować wpadką na balu, co?
O czym on w ogóle mówił? Rose nie miała zielonego pojęcia, co się miało wydarzyć podczas kolejnego roku w Hogwarcie — wszyscy o to zagadnięci sznurowali usta, zupełnie jakby to była jakaś wielka tajemnica, a ten przebrzydły Scorpius Malfoy musiał wiedzieć, co się święci!
Ruda zagotowała się i doszła do wniosku, że bardzo rozsądnym wyjściem byłoby po prostu uderzyć chłopaka. Zanim jednak zdążyła to zrobić, do sklepu wkroczyła jej matka, ciągnąc za sobą ojca oraz Hugona, a — jakby na złość — za nimi podążył ojciec Scorpiusa. Rose zobaczyła igrający na jego wargach uśmieszek, musiała się już jednak wycofać. Obdarzyła tylko blondyna spojrzeniem mówiącym: „Porachujemy się w szkole” i odeszła.

— Rosie, dokop im wszystkim, jak zwykle — pożegnał ją z czułością ojciec, zamykając w mocnym uścisku. — I uważaj na brata. Zobaczymy się na święta.
Uśmiechnęła się; oczywiście, że im wszystkim dokopie! Zawsze przecież była najlepsza.
— Dzięki, tato. Postaram się.
— Uważaj na siebie, Rose! Pamiętaj, żeby regularnie do nas pisać, czekamy na wasze sowy. — Hermiona przytuliła po raz ostatni córkę. — Pozdrów Neville’a.
— Mamo, przecież nie będę pozdrawiać profesora!
Co roku Rose słyszała to samo i zawsze reagowała wywróceniem oczami, jednak po przybyciu do Hogwartu, gdy tylko miała okazję porozmawiać z nauczycielem zielarstwa, przekazywała pozdrowienia od rodziców.
— Hugo, bądź grzeczny i w tym roku postaraj się nie wysadzić żadnej toalety — usłyszała jeszcze, kiedy już ruszyła z kufrem w kierunku pociągu. Spodziewała się dosyć szybko spotkać kogoś z klanu Weasleyów—Potterów, na razie jednak choć przez chwilę wolała pozostać sama.
Jako jedyna z całej rodziny trafiła do Ravenclawu. Pozostali w większości znaleźli się w Gryffindorze, choć wyjątek stanowił Albus — on znalazł się w Slytherinie. Rose jednak to nie przeszkadzało, choć młodsi z klanu nieco sarkali, kiedy tego nikt nie słyszał. Bo jakże to, syn Potterów w domu węża? Zła sława domu Salazara nie wygasła nawet po wojnie i ruda podejrzewała, że minie jeszcze wiele lat, zanim całkowicie zniknie.
Szybko znalazła wolny przedział, więc wpakowała na półkę kufer i usiadła na miejscu położonym tuż przy oknie. Wyciągnęła książkę, zabierając się za czytanie. Do odjazdu pociągu zostało jakieś dziesięć minut, więc ruda co chwilkę zerkała na peron dziewięć i trzy czwarte, obserwując wsiadających uczniów i żegnających ich rodziców. Szukała znajomych twarzy — i znalazła je dosyć szybko, gdy do przedziału wtłoczyły się jej dwie przyjaciółki, głośno narzekając.
— Rose, nie uwierzysz — wysapała Elissa, gdy już udało jej się zająć miejsce naprzeciwko rudowłosej. Na jej kolanach spoczął syczący szary kocur, za którym Rose nie przepadała, zresztą z wzajemnością. — Całowałam się z Peterem, tym przystojnym Hiszpanem, o którym ci pisałam!
— Dodajmy, że to mugol i Eli całkowicie oszalała na jego punkcie — dodała pogodnie i nieco uszczypliwie blondwłosa i szczupła Gabrielle, usiłując zaklęciem umieścić kufer na swoim miejscu.
— Cicho bądź, wiedźmo! Jakby miłość kiedykolwiek mogła wybierać!
Elissa przyłożyła dłonie do piersi, jak zwykle dramatyzując. Rose stłumiła śmiech; wyglądało to dosyć zabawnie, gdyż przyjaciółka miała dosyć sporą tuszę. Sam jednak widok pucułowatej twarzy i słodkiego uśmiechu poprawiał humor wszystkim dokoła; zaś brązowe włosy sprawiały, że mimo wszystko wyglądała jak nieco pulchny aniołek.
— Złapałaś kolejnego jakimś miłosnym eliksirem, żeby go ogłupić? — Weasleyówna wywróciła oczami. — Wiesz, że są zabronione.
— Och, Rose, zamknij się, nie psuj zabawy. Jesteś głupia, bo nie potrafisz docenić mojego kunsztu.
— Podobno w tym roku będziemy warzyć amortencję, skoro już o eliksirach miłosnych mowa — wtrąciła podekscytowana Gabrielle.
— Tak — potwierdziła ruda. — Ale nie ma się czym ekscytować, to nie jest specjalnie trudny eliksir. Poza tym już widzę te hordy rozchichotanych siódmoklasistek warzących amortencję specjalnie na walentynki…
— Dlaczego ty wszystko zawsze widzisz w ciemnych barwach? Trochę humoru, Rose! — poprosiła z wyrzutem Gabrielle, bawiąc się swoją różdżką — buk, rdzeń z włosia jednorożca, jedenaście cali.
— A dajcie spokój, podczas tego roku dziewczyny będą miały lepsze rzeczy do roboty niż warzenie amortencji! Turniej taneczny, wyobrażacie to sobie?!
Elissa aż się pochyliła do przodu, tak bardzo była podekscytowana.
— Turniej taneczny?
— Rose, ty nic nie wiesz?! Gdzie byłaś przez całe wakacje? — spytała zgorszona szatynka. — Jak możesz nic nie wiedzieć! W tym roku w Hogwarcie organizują turniej taneczny! Mają przyjechać reprezentacje innych szkół i w ogóle… Będzie super!
Och, zrozumiała Rose. To dlatego Malfoy mówił o koordynacji ruchowej i tańczeniu.
— Nie znamy jeszcze szczegółów, bo to bardziej plotka niż coś potwierdzonego, ale kazali na ten rok uszykować szaty wieczorowe — dodała zamyślona Gabrielle. — McGonagall pewnie nam dzisiaj wszystko powie.
— Ros, powinnaś koniecznie wystartować! Przecież ty genialnie tańczysz!
— Nie ma mowy — ucięła Rose. — Nie mam zamiaru wystawiać się na pośmiewisko. Dobrze wiecie, że tańczę tylko dla własnej przyjemności, nie dla publiczności ani kogokolwiek innego.
— Ale na pewno byłabyś królową parkietu — zajęczała Elissa, powodując, że jej kocur zerwał się z sykiem z kolan. — Miałabyś nagrodę w kieszeni, przecież na to zasługujesz! Rosssssssss, zgódź się, błagam…
— Nie. Nie ma mowy.
— Jeszcze cię do tego przekonamy.
Błysk w oczach przyjaciółki podpowiedział rudowłosej, że powinna się spodziewać najgorszego, jednak się tym nie przejęła. Nie miała zamiaru występować, nie i koniec, nienawidziła tego. Przecież nie po to tańczyła! Nikt nie mógł zmienić jej zdania.
— Jestem ciekawa, jak to będzie wyglądało. Pewnie wybiorą po kilka osób z każdej szkoły i one będą między sobą rywalizować o puchar — zastanowiła się Gabrielle. — Ale jak niby te wszystkie osoby miałyby się dobrać? I przecież będzie bardzo dużo chętnych. Jakieś eliminacje?
— Nie wiem, Gab. Ale już niedługo pewnie poznamy wszelkie szczegóły. Sama bym chętnie spróbowała, gdyby nie to, że zupełnie nie umiem tańczyć i pewnie bym się połamała, zanim bym postawiła pierwsze kroki na parkiecie. Zwłaszcza te mugolskie tańce, to jakieś cuda dla mnie. Nie wiem, jak można się tak poruszać.
Rose milczała aż do momentu, gdy dojechali do Hogwartu. Nie włączała się w dyskusję przyjaciółek na temat tańca i turnieju, całkowicie pogrążona w rozmyślaniach.

Hogwart prezentował się równie wspaniale, jak zapamiętała to ze swojej ostatniej wizyty. Dziwnie było tu wracać na ostatni rok i oglądać te same twarze nauczycieli, te same mury, które tak wiele przeżyły i które były znane niemalże na pamięć, wraz ze wszystkimi tajemnymi przejściami, salami oraz korytarzami, pokazanymi kiedyś Rose przez ciotecznych braci, Jamesa i Albusa. Dziewczyna kochała tutaj każdą rzecz, każde miejsce. Zresztą nic dziwnego, skoro zamek stał się jej drugim domem.
Dobrze było tu wrócić.
Nieco chwiejąc się na nogach, dotarła do Wielkiej Sali, po czym z westchnieniem opadła na miejsce koło Elissy przy stole Ravenclawu. Omiotła spojrzeniem pomieszczenie; dostrzegła Lily, cioteczną siostrę od strony ojca, która jej pomachała na powitanie, siadając przy stole Gryffindoru. Zaraz pożałowała, że w tym roku nie dojrzy już czarnej czupryny Jamesa — kuzyn skończył Hogwart dwa lata temu i został aurorem, idąc w ślady swojego ojca. Bardzo lubiła z nim przebywać, chyba jako jednym z nielicznych osób z klanu Potterów—Weasleyów. Tak dobrze dogadywała się jedynie z Albusem, z pozostałymi łączyły ją stosunki w najlepszym razie neutralne.
Żałowała, że jak zwykle na jedzenie trzeba będzie poczekać. Najpierw trzeba było swoje odsiedzieć — śpiew Tiary Przydziału, sam przydział pierwszoklasistów do domów, przemowa dyrektorki…
Rose pamiętała, jak bardzo denerwowała się podczas swojego pierwszego dnia w zamku. Została nastraszona wtedy przez Jamesa i bardzo nie chciała trafić do Slytherinu. Kiedy wchodziła do Wielkiej Sali, cała się trzęsła, szybko jednak poczuła się oszołomiona splendorem Hogwartu (choć nadal była mokra po przejażdżce łodzią) i migającymi na suficie pomieszczenia gwiazdami. Twarze spotkanych wówczas osób rozmywały się w jeden niewyraźny strumień, kiedy siadała na stołku, naciągając na uszy kapelusz. Była drobna, więc ledwo sięgała krótkimi nóżkami podłogi. Rozpaczliwie nimi machała, żeby nie stracić równowagi. Głos Tiary sprawił, że zaszokowana zachłysnęła się powietrzem; zupełnie się tego nie spodziewała.
— Tak, widzę w tobie głód wiedzy — szeptał nieco chropowaty głos — a także umiłowanie samotności. Jest też w tobie odwaga, jest spryt i wdzięk. Myślę jednak, że najbardziej odpowiedni dla ciebie będzie dom kruka, tam się najbardziej rozwiniesz.
Na całą salę zaś kapelusz wrzasnął:
— RAVENCLAW!
I Rose powlokła się oszołomiona w kierunku innych Krukonów, ze zdziwieniem rejestrując, że inni członkowie tego domu klaszczą z uznaniem.
Siedemnastoletnia Rose uśmiechnęła się, widząc pierwszoroczniaków ustawiających się w równym rzędzie obok stołu nauczycielskiego. Dostrzegła surową twarz profesor McGonagall; kobieta z uszanowaniem złożyła na niskim stołku Tiarę przydziału, a sama stanęła nieco dalej, ściskając w ręce zwój z nazwiskami nowych uczniów.
Rose oparła dłoń na policzku, kiedy Tiara zaczęła śpiewać.
Kiedy stary kapelusz skończył, w sali zapanowała pełna szacunku cisza. Dopiero wtedy McGonagall mocnym i wzmocnionym zaklęciem głosem zaczęła wczytywać nazwiska pierwszoklasistów, którzy kolejno siadali, naciągali na głowę tiarę, a później odchodzili do właściwego stołu. Dyrektorka wreszcie skończyła, zwinęła pergamin, a po tym ruszyła w kierunku mównicy.
— Witajcie na kolejnym roku nauki w Hogwarcie! — Dała uczniom chwilę, by wiwaty przebrzmiały. — W tym roku mam dla was więcej ogłoszeń niż zwykle, ale z pustymi żołądkami się nie słucha zbyt dobrze. Wcinajcie!
Wykonała ledwo dostrzegalny ruch nadgarstkiem, dzięki czemu na stołach pojawiły się przygotowane przez skrzaty potrawy.
Rose była tak głodna, że natychmiast rzuciła się na placki dyniowe i pudding. Uczniowie wokół niej szli za jej przykładem, tak samo głodni po całej podróży.
Wreszcie jednak talerze zalśniły jedynie okruszkami, co oznaczało koniec uczty. McGonagall podniosła się z miejsca, gotowa do wygłoszenia przemowy.
— Kochani — zaczęła. — W tym roku w naszej szkole odbędzie się turniej tańca, coś, czego nigdy nie było.
— Mówią, że McGonagall ma po tym roku przejść na emeryturę — szepnęła konspiracyjnie Elissa do ucha Rose.
— Jest możliwe — odszepnęła ruda. Ona sama słyszała też plotki, jakoby to jej matka miała objąć posadę dyrektora.
— Pod koniec listopada przybędą do nas reprezentanci dwóch innych szkół magii: francuskiego Beauxbatons oraz amerykańskiego Ilvermorny. Mam nadzieję, że należycie ich ugościcie. Sam turniej składa się z kilku etapów. Pierwszy, szkolny, ma za zadanie wyłonienie reprezentantów Hogwartu. Zapisy na niego rozpoczną się jutro wieczorem. Wziąć udział może każdy, kto wpisze się na listę, jednak z każdego domu może być tylko po osiem osób, cztery dziewczęta i czterech chłopców. Żeby nikt nie kombinował i nie wyrzucał innych, listy, które zawisną w waszych pokojach wspólnych, zostaną zaczarowane, żeby nazwisk raz wpisanych nie można było już z nich usunąć.
Kobieta przerwała, słysząc szepty i okrzyki uczniów — mniej lub bardziej zadowolonych z takiego rozwiązania. Podjęła ponownie dopiero po chwili:
— Etap szkolny ma za zadanie dobranie uczestników w pary i wyłonienie piętnastu par, które przejdą dalej. Wszelkie szczegóły omówimy jeszcze z reprezentantami. Przemyślcie dobrze swój wybór. Zanim jednak się rozejdziecie do dormitoriów, przypomnę tylko, że Zakazany Las, jak sama nazwa brzmi, jest zakazany i uczniowie nie mają do niego wstępu o żadnej porze dnia, chyba że pod opieką nauczyciela. Rozumiemy się?
Odpowiedziała jej fala pomruków, więc skinęła głową. Uśmiechnęła się, kiedy dodała później:
— W takim razie uciekajcie do swoich domów. Jutro przy śniadaniu otrzymacie plany zajęć. Dobrej nocy, zmykajcie!
Wstając z ławki, Rose przypomniała sobie, że przecież w tym roku została prefektem naczelnym i powinna zająć się pierwszorocznymi ze swojego domu. Zebrała więc przestraszonych pierwszoklasistów w jednym miejscu, po czym zaprowadziła do Wieży Ravenclawu, po drodze podpowiadając, na co powinni uważać — na przykład na zapadające się stopnie albo wyjątkowo złośliwe posągi.
Z prawdziwą ulgą jednak odetchnęła dopiero wtedy, gdy znalazła się w swoim własnym łóżku z czterema kolumienkami, tym samym, w którym spała w ciągu poprzednich lat. Nie miała siły na rozpakowywanie kufra, więc niemalże natychmiast padła na poduszki i zasnęła.

23 komentarze:

  1. Witaj! Pierwszy raz postanowiłam przeczytać pairing inny niż dramione, coś z innych czasów i... spodobało mi się. Na początku byłam negatywnie nastawiona, ponieważ nie wiedziałam czego się spodziewać po potomkach Malfoya i Weasleya, ale zostałam mile zaskoczona.
    Bardzo dobrze oddałaś charakter postaci. Ładnie pomieszałaś cechy rodziców.
    Na pewno będę tu wracać ;)
    Pozdrawiam, Arabella

    wojenne-dramione.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że udało mi się cię zainteresować! Cechy rodziców są dla obojga bohaterów bardzo ważne i na pewno nie mogłabym z tego zrezygnować. :D

      Pozdrawiam!

      Usuń
  2. Witam. Trafiłam na Twojego bloga poprzez grupę potterowską na facebooku i na pewno nie żałuję. Od dawna szukałam scorose, które miałoby po pierwsze, ciekawą fabułę, a po drugie, byłoby dobrze napisane. Twoje opowiadanie jak na razie spełnia oba warunki i pierwszy rozdział bardzo mnie zainteresował. Jak na razie poznaliśmy tylko Rose, mam jednak nadzieję, że niedługo bardziej przedstawisz nam Scorpiusa, który jest moim drugim wyimaginowanym mężem zaraz po Draco.
    Hm, turniej taneczny? O czymś takim jeszcze nie słyszałam, ale jestem zdecydowanie zaintrygowana! Kreatywny pomysł, nie powiem, że nie, w końcu Turniej Trójmagiczny się wszystkim przejadł. Podejrzewam, że Rose i Scorpius będą razem w parze, co oczywiście wywołuje szeroki uśmiech na mojej twarzy.
    McGonagall przypomina mi tutaj takiego dobrotliwego Dumbledore’a, chyba wiek tak na nią podziałał. Bardzo dobrze piszesz i wczułam się w ten rozdział. Nie wiem jak Ty, ale ja dostaję nerwicy, kiedy trafiam na bloga, który opiera się na „zjadła, wstała, powiedziała, wyszła”, a przy tym błąd prawie co każde słowo. Cieszę się, że u Ciebie tego nie ma.
    Wrócę tu na sto procent.
    Pozdrawiam!
    PS Sama robiłaś szablon? Zawsze chciałam mieć taki zwykły, prosty, ale jak sama próbowałam zrobić, to coś mi nie wychodziło.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z tego, co zauważyłam, to nie dość, że polskich ScoRose jest mało, to zwykle jeszcze mnie potwornie nudzą. Z kolei w angielskich jest tyle schematów, że powoli mam tego dosyć, ale czego się spodziewać po tysięcznym czytanym fanfiku. XD Tym bardziej cieszę się, że u mnie tego nie ma, bo staram się, żeby napisać to opowiadanie porządnie i nikogo nie zanudzić.
      A ja się przyznam, że zawsze mnie kusiło takie połączenie: Rose + Scorpius + taniec. Przecież, kurczę, oni tak idealnie do siebie pasują, a w tańcu można to jeszcze bardziej pokazać! :O Sama szukałam takich opowiadań, ale nie było, więc zaczęłam pisać swoje. ^^
      Wiesz, McGonagall coraz starsza, zbliża się do emeryturki (tu w sumie trochę nagięłam kanon, bo Taniec odbywa się w roku 2022, a według Rowling McGonagall odeszła na emeryturę mniej więcej do 2017); bohaterowie jeszcze będą do tego nawiązywać, ale to w każdym razie jej ostatnie lata jako dyrektorki. No i zważywszy na to, że czarodzieje żyją długo, to ona ma prawo czuć się zmęczona życiem, a jej charakter mógł stać się bardziej dobrotliwy. :D Choć jakbym z tym przeginała, to dajcie znać, czy coś.
      O tak, ja też dostaję nerwicy, gdy trafiam na takie opka, tym bardziej, że zdarza mi się niekiedy takowe betować; wtedy już w ogóle mam ochotę wyrzucić kompa przez okno.
      W każdym razie ślicznie dziękuję za komentarz!

      Pozdrówki
      Katja

      PS Tak, szablony na swoich blogach robię sama. Pomóc może? :D Nie obiecuję, że wyjdzie, bo najlepiej robi mi się do obrazków, które sama znajdę, ale w razie czego mogę spróbować.

      Usuń
    2. Połączenie tej pary z tańcem jest bardzo fajnym i przede wszystkim kreatywnym pomysłem i już nie mogę się doczekać, kiedy zaczną się ich wspólne sceny c: Dobrze, że tu trafiłam, bo czegoś podobnego z nowym pokoleniem szukałam.
      Nie chcę Cię za bardzo męczyć z tym szablonem, ale gdybyś była chętna mi pomóc, to czy mogę napisać na Twojego maila? Przydadzą się każde wskazówki, bo jestem kompletnie zielona w kodach css i tych innych dziwnych rzeczach ;-;

      Usuń
    3. No pewnie, pisz o każdej porze dnia i nocy :D

      Usuń
  3. Choć nie jestem fanką tej pary, to Twoje opowiadanie mnie zainteresowało. Lubię Twoje opisy - są szczegółowe, ciekawe, ptrafisz zainteresować czytelnika. <3 Rose jest tu zupełnie inna, niż w większości ficzków co Ci sie chwali. :D Taka sztampowa Rose wywołuje u mnie odruch wymiotny, niestety. Czekam na rozdział pierwszy, no i na Scorpiusa. :>
    Pozdrawiam!
    szerly x

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szczerze mówiąc, mam dosyć Rose z ficzków, przejadła mi się, więc zrobię wszystko, żeby moja Rose się nią nie stała :D A jeśli będę w tym kierunku zmierzać, to mnie naprostujecie. :3
      Pierwszy rozdział wisi na górze przecież :D A drugi za dwa tygodnie.

      Pozdrówki również :3

      Usuń
    2. Boże, faktycznie. Sama nie wiem czemu, ale sądziłam że to prolog. :D

      Usuń
  4. Katja, you made my day! <3
    Rose w Ravenclawie, czyli to co pumpernikiel kocha najbardziej.
    Byleby Scorpius nie był aż tak wredny, jak we wszystkich innych fanfikach :D

    Taki mały, tyci szczegół: Rosie dostała powyżej oczekiwań z eliksirów, na których jej nie zależała, a we Floresach chciała szczególnie poczytać o zaklęciach i eliksirach, jej ulubionych przedmiotach, to nie ogarniam :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ups, faktycznie, dziękuję, poprawię to XD

      Usuń
    2. PS Scorp może aż tak wredny nie będzie, jednak trochę wredoty na pokaz to potrzeba, żeby Rose zrobiła to, co ma zrobić :D U mnie wredna raczej będzie Rose XD

      Usuń
  5. Znalazłam twoje opowiadanie i postanowiłam przeczytać.

    Turniej taneczny może być ciekawy. Rose nie chce brać w nim udziału, ale myślę, że jakoś znajdzie się na liście. Myślę też, że będzie w parze ze Scorpiusem.
    Jestem też ciekawa jak będą wyglądać relacje Rose i Scorpiusa. Może przez ten turniej trochę się zmienią.

    Czekam na kolejny rozdział, bo jestem ciekawa co będzie dalej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wszystko się okaże, więc nie chcę spojlerować. :>

      Pozdrawiam!

      Usuń
  6. Cześć!
    Na Twojego bloga trafiłam tylko i wyłącznie dzięki Blogobraniu, więc jak zobaczyłam, że to Ty jesteś autorką, nie mogłam się powstrzymać przed zajrzeniem. Nawet jeśli nienawidzę pairingu Rose&Scorpius i twierdzę, że jeśli łączyć Scorpiusa z kimś z klanu Weasley-Potter, to z Lily. Ewentualnie Roxanne, ale to takie moje widzimisię.
    Zapowiada się ciekawie, wszelkie turnieje przyjmę z szeroko otwartymi ramionami, bo zawsze gdy w grę wchodzą uczniowie z zagranicznych szkół, robi się ciekawie. Rozumiem, że turniej tańca towarzyskiego? Nie mogę się doczekać, aż zobaczę opis samego tańca, bo mnie one nigdy nie wychodzą. (A tańczę! Nie towarzyski, bo wszystkie street dance'owe style i współczesny z jazzem, ale jednak! I nigdy nie umiem tego opisać :c). Także będę śledzić to opowiadanie i czepiać, jeśli coś nie będzie mi pasować.
    I Ravenclaw górą, Krukoni, łączmy się!
    Pozdrawiam Cię serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hej, hej!
      Ja akurat za pairingiem Lily x Scorpius nie przepadam, w ogóle nie przepadam za Lily. Ta fanfikowa zawsze była przemądrzała i zupełnie mi się jej charakter nie podobał. Cieszę się, że jednak mimo wszystko przeczytałaś. :D
      Tak, turniej tańca towarzyskiego. :D Ja tańczyć za dobrze nie umiem, ale mam nadzieję, że uda mi się to dobrze opisać, w razie czego będziesz krzyczeć. :D
      O! Ravenclaw zdecydowanie górą! :3
      Pozdrówki!

      Usuń
    2. Ja trafiłam na takie fanfiki, gdzie Rose puszyła się co chwila i nie dało jej się znieść, a Lily była o wiele milsza i zabawniejsza, więc od razu u mnie zapunktowała. Jak widać, kwestia zamysłu autora. Ja osobiście zawsze wyobrażałam sobie Lily jako taką damską wersję Freda i George'a. :D A przeczytałam, bo jestem strasznie ciekawa, co wyjdzie z tego tańca. No i zachwyciłaś mnie Łanią, chociaż chyba ani razu nie skomentowałam.
      Będę krzyczeć, jak coś będzie zgrzytało, możesz na mnie liczyć! :)

      Usuń
  7. Przyznaje bez bicia do tej pory unikałam FF o Młodym Pokoleniu.
    Głównie dlatego iż żadne nie skupiło mojej uwagi na tyle by w nim zostać.
    Ty mnie zaciekawiłaś. Przeczytałam, wręcz wciągnęłam nosem.
    Szkoda że taki krótki rozdział.
    Ciekawie pokazałaś postacie i umieszczenie.
    Coś zupełnie innego i turniej tańca xp.
    Normalnie nie uwierzysz, ale pisze właśnie dramione, gdzie blaise jest nauczycielem tańca xp normalnie czytasz mi w myślach.
    blog jest w trakcie powstawania więc nie będę pierwsza jeśli ty go opiszesz xp brawa dla pomysłu naprawdę ;)

    www.autorska-strefa.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  8. Cześć, trafiłam na tego bloga dzięki któremuś ze spisów. Twój nick wydawał mi się znajomy, więc poszukałam...i okazało się, że wcześniej czytałam Łanię!
    Ciekawy początek, ogólnie uwielbiam ff o Nowym pokoleniu, więc z niecierpliwością oczekuję następnego rozdziału! :D
    Pozdrawiam i życzę weny! ;)
    ~Arya

    OdpowiedzUsuń
  9. Kurde, chociaż wieki nie czytałam niczego potterowskiego, to teraz wiem, jak bardzo brakowało mi tego magicznego światka. :D
    Turniej taneczny - ciekawy pomysł, nie powiem. :D Rose na pewno weźmie w nim udział. I pewnie Scorpio też, co? xD
    No, na razie przeczytałam ten jeden rozdział, ale niedługo będę nadrabiać resztę. ;)
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  10. Świetny pomysł. :D Wreszcie znalazłam jakieś ciekawe Scorose. :3
    Pierwszy rozdział jest zachęcający. :D

    OdpowiedzUsuń
  11. Jedna uwaga: dlaczego wszyscy wiedzieli o konkursie (i skąd), a akurat Rose nie?

    OdpowiedzUsuń

Czarodzieje