czwartek, 7 lipca 2016

4. Sowa dopada jeża

Piątkowe lekcje dłużyły się Rose niemiłosiernie. Była do tego stopnia rozkojarzona, że nawet na transmutacji, przedmiocie, na którym zwykle błyszczała, zamieniła mysz nie w pająka, ale w węża, otrzymując w zamian karcące spojrzenie opiekunki swojego domu. Pomyślała, że dzisiaj się zupełnie do niczego nie nadaje i po prostu złożyła głowę na blacie, ignorując szturchającą ją Elissę.
— Na Merlina, Rose, co się z tobą dzieje — mruknęła jej przyjaciółka, poprawnie wykonując zaklęcie.
— Nic. Mam po prostu za dużo na głowie i jestem zmęczona.
Już nie wspominając o tym, że się nie wyspała, gdyż jeszcze tej samej nocy miała patrol na korytarzach zamku. Na całe szczęście nic się nie wydarzyło, więc spędziła czas w miarę spokojnie, jednak teraz ledwo powstrzymywała ziewanie i złość.
— Idź może dzisiaj potańczyć, co?
Obie wiedziały, że dla Rose nie było niczego lepszego na rozładowanie złości oraz stresu niż taniec.
— Wiem. Idę dzisiaj po lekcjach, dlatego nie mogę wytrzymać. Już mam dosyć tego wszystkiego, czuję, że zaraz wybuchnę, a to dopiero tydzień.
— Bez obaw, Rosie, zostało tylko dziesięć minut — pocieszyła ją Gabrielle. — Możesz się urwać z eliksirów i iść. Przecież wiesz, że długo w tym stanie nie wytrzymasz. Czemu wczoraj nie poszłaś?
— Nie miałam kiedy.
— No to idź teraz — poprosiła Gabrielle. — Usprawiedliwimy cię przed madame Shearwood.
— Dzięki.
— Nie ma za co, kochanie, po coś tu jesteśmy.
Elissa przytaknęła ochoczo słowom Gabrielle, a Rose pomyślała, że jeszcze trochę, i się rozpłacze.
Ledwo lekcja dobiegła końca, wrzuciła jednym ruchem wszystkie książki do torby i wybiegła z klasy, czując na plecach zatroskane spojrzenia przyjaciółek.
Nie zwracając uwagi na strumień uczniów wylewających się z klas, pobiegła na czwarte piętro, po czym skręciła w rzadko używaną odnogę. Dopiero tam, sprawdziwszy, czy nikt jej nie śledzi, zatrzymała się przed jednym z obrazów, przedstawiającym brodatego staruszka z sękatą laską. Uśmiechnął się do niej dobrotliwie, kiedy odsuwała ramę i przechodziła do ukrytego za nią korytarza.
Stamtąd wyszła prosto do jasnej, oświetlonej słońcem komnaty, którą sama przystosowała do swoich potrzeb. Polegało to głównie na wyczarowaniu idealnych do tańca drewnianych paneli oraz wielkich luster, w których mogła widzieć swoje odbicie. W kącie stały również gramofon, gitara w niebieskim pokrowcu oraz sterta winylowych płyt. Rose chciała sprowadzić tutaj mugolski odtwarzacz albo jakieś radio, ale w Hogwarcie elektronika nie działała, dlatego musiała zrezygnować ze swojego pomysłu.
Rzuciła torbę na ziemię,  po czym za pomocą kilku zaklęć przetransmutowała swoje szkolne szaty w znacznie wygodniejszą koszulkę na ramiączkach oraz spódniczkę. Przez chwilę stała przed lustrem, krytycznie oceniając swoje ciało — przez wakacje trochę przytyła. Wszystko, co zjadła, poszło jak zwykle w biodra, nawet pomimo tego, że starała się regularnie ćwiczyć: tańczyć i biegać. Na szczęście jednak cała jej sylwetka pozostała tak szczupła jak zwykle, choć przybyło mnóstwo piegów.
Związała swoje sięgające ramion włosy w kucyk, po czym przejrzała szybko stertę płyt. Wybrała jedną z nich, włożyła do gramofonu i puściła muzykę. Wróciła na środek pokoju. Zamknęła oczy, pozwalając, żeby dźwięki otuliły ją całą, przenikając każdą komórkę ciała. Odetchnęła głęboko. Z wolna się uspakajała, a napięcie opadało z ramion.
Pierwsze kroki były nieśmiałe, niepewne, szybko jednak Rose odnalazła rytm. Wyrzuciła z głowy wszelkie myśli, skupiając się jedynie na tańcu, na podnoszeniu nogi w odpowiednią porę, na wznoszeniu się i opadaniu. Nie był to żaden ze znanych jej układów, po prostu poruszała się tak, jak dyktował jej rytm piosenki.
Dopiero po tym wszystkim opadła wyczerpana na podłogę. Była cała zlana potem, ale i jednocześnie szczęśliwa. Po stresie nie pozostał żaden ślad.

Kiedy obudziła się w sobotni poranek, Gabrielle i Elissa jeszcze spały. Nie dziwiła im się, sama też by śniła dłużej, ale o jedenastej musiała się stawić w wielkiej sali na przydzielenie pary.
Nie wiedziała, jak to wszystko będzie przebiegać, bo profesorowie byli bardzo tajemniczy i tylko z uśmieszkami na ustach twierdzili: „Zobaczysz, spodoba ci się”. Podobno nie mieli tego dnia jeszcze tańczyć, więc wystarczyłoby założyć szkolne szaty, ale Rose wolała założyć nieco lżejsze rzeczy, nawet jeśli miałaby być jedyną tak ubraną osobą. Wybrała prostą, letnią sukienkę o granatowym kolorze, a włosy splotła w warkocz.
Krytycznie obejrzała się jeszcze w lustrze. Stwierdziwszy, że nie wygląda najgorzej, zeszła do pokoju wspólnego. Pozdrowiła kilku rannych ptaszków, siedzących przy szerokiej ławie, otrzymawszy w zamian życzenia powodzenia, po czym skierowała się do drzwi.
Ku swojemu zdumieniu ujrzała przy stole Ravenclawu swojego kuzyna, siedzącego na jej zwyczajowym miejscu. Wyszczerzył się do niej radośnie, przesuwając się w bok.
— Ślicznie wyglądasz — przywitał ją.
— Dziękuję — odparła odruchowo. — Al, co ty tu robisz?
— Siedzę, nie widać?
— Dlaczego tutaj, a nie przy stole Slytherinu?
— A co, nie mogę? — Uśmiechnął się niewinnie, nakładając sobie kolejną skibkę chleba. — Nie no, tak naprawdę to na ciebie czekałem. Spodziewałem się, że niedługo przyjdziesz.
— Coś się stało?
Zmierzyła go podejrzliwym spojrzeniem, zanim wreszcie opadła na miejsce koło niego. Dopiero teraz zdała sobie sprawę z tego, jak bardzo była głodna, więc od razu nałożyła sobie dużą porcję sałatki.
— Właściwie to nie. Chciałem po prostu z tobą pogadać i ci życzyć powodzenia, czy to zbrodnia?
— Nie — odparła zdumiona. — Po prostu zwykle tego nie robisz.
— Och, wiem. Pomyślałem jednak, że będziesz chciała z kimś pogadać, zanim tam pójdziesz jak na ścięcie.
Rose kochała Ala za to, że wyczuwał jej potrzeby, chociaż wcale go o to nie prosiła.
Co prawda nie stresowała się jakoś bardzo, w końcu tego dnia nie mieli tańczyć, nie miała jednak nic przeciwko rozmowie z kuzynem, który potrafił zawsze dodać jej otuchy.
— Dzięki, Al, naprawdę to doceniam. Będziesz oglądał przedstawienie?
— Nie mogę. — Potrząsnął głową. — Dzisiaj tylko wy rządzicie w wielkiej sali. Nie myśl sobie jednak, że odpuszczę etap szkolny. Tam już wszyscy mogą oglądać.
— Coś czuję, że się zbłaźnię — westchnęła. — I nawet nie wiem, na kogo trafię w parze. Nie daj, Merlinie, na Malfoya! Albo na kogoś, kto nie umie tańczyć! Po raz tysięczny żałuję tego, że się w ogóle zgłosiłam.
Al sięgnął po jej dłoń i uścisnął ją.
— Nie martw się, Rosie, będzie dobrze. Jestem pewien, że oczarujesz ich wszystkich.
— Dziękuję.
Przerwała im płomykówka, która wylądowała na talerzu Rose, topiąc nóżki w sałatce. Dziewczyna uniosła brwi, usiłując nie parsknąć śmiechem, po czym odwiązała kopertę oraz czerwoną różę, którą również przyniósł ptak.
— Od kogo? — spytał zaintrygowany Ślizgon, patrząc na kartkę, którą trzymała w dłoni.
— Nie wiem. Dostaję je od początku roku szkolnego i dotychczas jeszcze się nie dowiedziałam, kto jest ich nadawcą.
Tym razem na karteczce widniał napis: „Powodzenia”.

— Będziecie wchodzić do wielkiej sali z dwóch stron, z jednej dziewczęta, z drugiej chłopcy.
Rose założyła ręce na piersi, słuchając głosu McGonagall i usiłując uspokoić walące mocno serce. Rozglądała się w tłumie w poszukiwaniu znajomej twarzy. Kojarzyła większość kandydatów, nikogo jednak na tyle, żeby móc z nim nawiązać pogawędkę o niczym.
— Ale zanim to się stanie, chłopcy muszą przejść przez jedno pomieszczenie i dziewczęta przez drugie. W nim losujecie jedno zwierzę i dopiero wtedy wychodzicie. Gdy wejdziecie do wielkiej sali, waszym zadaniem będzie posłuchanie waszego zwierzęcia i odnalezienie swojego partnera, tego, którego wam wskaże.
Wnioskując po zaskoczonych okrzykach, nie tylko Rose nie miała pojęcia, co McGonagall rozumie przez „zwierzę” i wylosowanie go. Wzruszyła jednak ramionami, przekonana, że dyrektorka wie, co robi.
Rose cierpliwie ustawiła się w kolejce, czekając, aż jej pozwolą wejść do salki. Wreszcie jednak wężyk czekających dziewcząt posunął się do przodu i nadeszła kolej rudej. Madame Shearwood odhaczyła na liście jej nazwisko, zapraszając do środka.
W pomieszczeniu panował półmrok. Rose zmrużyła oczy, pozwalając źrenicom przystosować się do mniejszej ilości światła.
— Rose. Podejdź.
Głos opiekunki jej domu przywołał ją do stołu, przy którym stała kobieta. Trzymała w dłoniach czarny worek, który wyglądał, jakby znajdowały się w nim węże.
— Co mam zrobić? — spytała pewnie Krukonka.
— Włóż rękę do worka i wylosuj zwierzątko.
Rose włożyła rękę do otworu i sięgnęła w głąb worka. Najpierw napotkała coś, co pokłuło palce, potem poczuła, że na jej dłoń wspięło się coś drobnego. Wyciągnęła rękę. Dopiero po chwili zrozumiała, na co patrzy — na jej nadgarstku siedział jeżyk, wyglądający na zrobionego ze szkła. Strzygł nieufnie kolcami, odwzajemniając jej spojrzenie.
— Idź do wielkiej sali, Rose — zaprosiła ją profesor Rosebourgh. — Jeż wskaże ci partnera. Powodzenia!
Była jedną z ostatnich osób, które weszły do pomieszczenia. Usunięto z niego ławy stoły, zarówno te, przy których jedli uczniowie, jak i nauczycielski.
Pozostali zdążyli już uformować dwa szeregi: dziewczęta pod jedną ścianą, chłopcy pod przeciwległą. Wszyscy trzymali na rękach swoje miniaturowe zwierzątka, obserwując je z nieufnością i zastanawiając się, jak niby mają one wskazać drogę do kogokolwiek.
Rose również się nad tym zastanawiała, głaszcząc po głowie swojego jeża. Złożył kolce w ten sposób, że mogła go gładzić bez ranienia się w palce. Wyglądał całkiem słodko.
— Moi drodzy! — zawołała profesor McGonagall, stając na podwyższeniu, z którego zwykle przemawiała. — Uroczyście rozpoczynamy etap przygotowawczy wielkiego turnieju tańca! Dobierzcie się w pary i niech Merlin wam sprzyja!
Uczniowie rozglądali się niepewnie, zastanawiając się, co powinni zrobić, wreszcie jednak skupili się na swoich pupilach.
Rose spojrzała na jeża — wyglądał, jakby się przebudził ze snu i jedną z nóżek niecierpliwie tupał w jej dłoń, zupełnie jakby chciał, żeby go postawiła na ziemi. Zastanowiła się i doszła do wniosku, że skoro niby mają ich słuchać, to równie dobrze może go położyć na podłodze.
Zadowolone zwierzątko pomaszerowało na środek wielkiej sali, a Rose podążyła za nim, obserwując, że wielu uczniów dookoła niej postąpiło podobnie, pozwalając się prowadzić. W powietrze wzbiło się kilka ptaków, większość jednak szła po ziemi, przybrawszy rozmiary właściwie dla prawdziwych odpowiedników swojego gatunku.
Ruda zastanawiała się, jak w ogóle nauczyciele wyczarowali zwierzątka. Wyglądały i zachowywały się jak żywe, pomijając to, że zdawały się być zrobione ze szkła. Prawdziwy majstersztyk.
Tak się zamyśliła, że na chwilę spuściła swojego jeża z oczu. Minęła skradającą się panterę oraz podążającego za nią Scorpiusa Malfoya, przestąpiła przez pełznącego węża zdającego się należeć do Krukonki z szóstego roku, tej samej, która zgłosiła się dopiero rankiem, gdy Rose schodziła do pokoju wspólnego.
Po jej jeżu nie było jednak śladu.
Gdy go dostrzegła, krzyknęła, lecz nikt tego nie usłyszał. Jej zwierzę znajdowało się w szponach sowy, szybującej pod zaczarowanym sklepieniem wielkiej sali. Przecież ona go zje, pomyślała przerażona. Już wyciągała różdżkę, kiedy usłyszała:
— To twój jeż?
Naprzeciwko niej stał chłopak o krótkich, brązowych włosach. Miał na sobie luźny czarny T-shirt oraz dżinsy — najwyraźniej, tak jak ona, zrezygnował ze szkolnej szaty. Jego niebieskie oczy uważnie lustrowały spojrzeniem Rose, nieco kpiąco, nieco zadziornie. Ruda zupełnie go nie kojarzyła, nawet z widzenia.
— Tak — odparła nieprzyjaźnie.
— Moja sowa porwała twojego jeża, a więc to chyba znaczy, że mamy tańczyć razem — stwierdził, rozglądając się dokoła.
Rose również to zrobiła i dostrzegła, że mniej więcej jedna trzecia uczestników się już dobrała w pary, a ich zwierzęta zdawały się ze sobą rozmawiać.
— Mógłbyś w takim razie ją poprosić, żeby wypuściła mojego jeża? — mruknęła, zakładając ręce na piersi.
— Nie wiem, czy to takie proste.
Obdarzył ją kpiącym uśmiechem, jednak zagwizdał na sowę, a ta sfrunęła na jego ramię, wypuszczając na jego ręce jeża. Podał go Rose.
— Proszę.
— Dziękuję.
Pogłaskała swoje zwierzątko, lecz nie wyglądało, jakby się bało.
— Jestem Brian Grimmer. Hufflepuff.
— Rose Weasley. Ravenclaw.
Dopiero co poznany chłopak wyciągnął do niej dłoń. Uścisnęła ją, choć Brian nie zrobił na niej dobrego pierwszego wrażenia. A jeżeli miała z nim tańczyć, to już mogła szykować się na tortury.
— Tańczyłaś kiedyś wcześniej? — spytał ją podekscytowany, gdy czekali, aż pozostałe osoby również się dobiorą w pary.
— Tak. — Skinęła głową.
— Ja nie. Uczyła mnie trochę siostra, ale nie umiem za dobrze. Chciałem jednak się nauczyć i spróbować.
Rose jęknęła w duchu. Nie dość, że trafiła na palanta, to jeszcze na takiego, który zupełnie nie potrafił tańczyć. Chciała w tempie ekspresowym wycofać się z turnieju, jednak Brian już chwycił ją za rękę i pociągnął w kierunku ławek wyczarowanych przez nauczycieli, gdy oni jeszcze się szukali.
Siedzieli w milczeniu, obserwując, jak wszyscy powoli odnajdują swoje pary. Rose mignęły jasne włosy Malfoya, kiedy odchodził wraz z jakąś niziutką szatynką trzymającą w dłoniach wiewiórkę.
— To moja siostra — wyjaśnił Brian, widząc, na kogo Rose patrzy. — Dominique. Jest na czwartym roku, w Slytherinie. Wylądowaliśmy w odmiennych domach, ale mamy ze sobą naprawdę dobry kontakt.
Ruda nie skomentowała tego w żaden sposób, skupiając całą swoją uwagę na McGonagall, która ponownie wstała.
— Mam nadzieję, że wszystkim udało się już odnaleźć swoją parę i że dobrze się przy tym bawiliście — przemówiła. — Teraz macie dwa tygodnie na przygotowanie się do szkolnego etapu turnieju. Wyłoni on osiem par, które będą reprezentować Hogwart w dalszych  zmaganiach.
Dwa tygodnie to strasznie mało, żeby nauczyć tego idiotę tańczyć, pomyślała Rose z rozpaczą. Jej szanse na pokonanie Scorpiusa Malfoya drastycznie malały.
— Wasze wysiłki będzie oceniać komisja złożona ze mnie, profesor Abott, profesora Springveila i profesora Nicksa. Z oczywistych względów nie mogliśmy wybrać opiekunów domów.
Rose uśmiechnęła się, słysząc nazwiska wymienione przez dyrektorkę. Profesor Timothy Nicks, nauczyciel obrony przed czarną magią, będzie oceniać bardzo surowo, William Sprinngveil, od zaklęć, będzie mierzyć kandydatów spojrzeniem i pytać, po co w ogóle to robią, profesor Abott (opieka nad magicznymi zwierzętami) będzie ratować sytuację, a McGonagall będzie się po prostu uśmiechać. Ruda już to widziała.
— Każdy członek komisji może przyznać po dwadzieścia punktów każdej parze. Osiem par, które zdobędą najwyższą punktację, przechodzi do kolejnego etapu. W razie czego możliwa jest dogrywka. Punkty uzyskane podczas kolejnych etapów się nie sumują. Na pierwszy etap macie przygotować jakiś dowolny taniec, muzykę, układ, wszystko — i zaprezentować swoje umiejętności przed komisją. Chodzi o wyłonienie najlepszych par, które będą mogły reprezentować naszą szkołę, dlatego proszę podejść do zadania poważnie. Czy wszystko jest jasne?
Gdy tylko dyrektorka skończyła, uczniowie zaczęli się zbierać, rozmawiając ze swoimi partnerami i uzgadniając szczegóły.
— No dobrze — zaczęła Rose niechętnie. — Zechcesz w takim razie pokazać mi, co w ogóle umiesz?
— Z przyjemnością. Pójdziemy do jakiejś pustej klasy? — zaproponował chłopak. — Podejrzewam jednak, że umiesz znacznie więcej ode mnie i będziesz musiała mnie sporo nauczyć.
Przynajmniej był szczery.
Przeszli od razu do jednej z opuszczonych klas na czwartym piętrze. Poodsuwali krzesła i stoły, robiąc miejsce pośrodku.
— Dobra. Czego nauczyła cię twoja siostra?
Rose usiadła na biurku nauczycielskim, kładąc sobie jeża na ramieniu. Nikt nie powiedział, co mają zrobić ze zwierzątkami, więc zabrała swoje ze sobą.
— Umiem tańczyć walca walca angielskiego czy jak to się tam nazywa, ten mugolski taniec, wiesz.
Zaprezentował jej ruchy, co skwitowała uśmiechem. Jej wprawione oko od razu wychwyciło błędy, które Brian popełnił. Chłopak z grubsza łapał kroki, ale miała sporo do zarzucenia jego sylwetce i pracy całego ciała.
— Coś jeszcze umiesz tańczyć?
— Nie — przyznał.
— Dobra, mamy tylko dwa tygodnie. — Zamyśliła się dziewczyna. — To za mało czasu, żeby uczyć cię czegoś nowego. Będziemy się tym martwić potem, jeśli przejdziemy dalej. Skupmy się na tym, co mamy, czyli będziemy szlifować twoją cha-chę i dodawać więcej czarodziejskich elementów. Wiesz, tańce mugolskie to jedno, a czarodziejskie jeszcze co innego. Drugie opierają się na wykorzystaniu magii jako podpory i elemencie tańca. Będziemy to ćwiczyć.
Kiedy Brian popatrzył na nią, jakby była wyrocznią, poczuła się nieswojo.
— Widać, że się na tym znasz.
— Dużo tańczę. I nie mogę sobie pozwolić na przegraną, rozumiesz? Dlatego musisz się przyłożyć najmocniej, jak tylko potrafisz.
— Rozumiem. — Skinął głową. — Będę się starał.
— Samo staranie się nie wystarczy.
Rose zeskoczyła z blatu i odłożyła jeża. Spojrzał na nią z wyrzutem, lecz wrócił szybko do spania.
— Okej…
— Musisz po prostu to zrobić, rozumiemy się?
— Tak.
— Świetnie. W takim razie dzisiaj i jutro będziemy ćwiczyć kroki, a przez kolejne dwa tygodnie nauczysz się najważniejszych figur, które będziemy składać w układ. Niestety, nie mamy praktycznie czasu, więc będziesz musiał uczyć się bardzo szybko i równie prędko eliminować błędy i niedopatrzenia. Ja mogę cię w tańcu prowadzić, ale nie zrobię wszystkich kroków za ciebie.
— Wiem.
— Świetnie. W takim razie zacznijmy, co?
Musiała to wygrać.
Dobra, nowy rozdział będzie później niż zwykle, bo wyjeżdżam, a w dodatku kurczy mi się zapas. Mam zamiar siedzieć i pisać, gdy tylko będę mogła, także myślę, że uda mi się jakoś nadrobić zaległości i napisać trochę więcej, żeby później bez obaw tylko wrzucać. Tak więc nowy rozdział w okolicy 22.07. A jeśli dobrze pójdzie, po powrocie będę je wrzucać częściej, ale jeszcze zobaczymy. Trzymajcie się, miłych wakacji! ^^ PS Nadal zapraszam na fanpejdża.

17 komentarzy:

  1. Cześć!
    Jeju, jak ja rozumiem Rose! Też zawsze kiedy jestem zdenerwowana bądź zestresowana, zamykam się w pokoju, włączam muzykę i tańczę. Coraz bardziej zaczynam lubić tę twoją Rose. :)
    Sposób dobierania partnerów nieco mnie zaskoczył, ale bardzo pozytywnie, bo sama nie wpadłabym, by zatrudnić do tego zwierzątka. Rose nie powinna tak narzekać, zawsze mogła trafić na kogoś, kto nie ma zielonego pojęcia o tańcu lub ma wiele chęci, ale jest tanecznym kaleką i jakkolwiek by się nie starał, wygląda, jakby nie rozróżniał ręki od nogi i na dodatek połknął kij. Znam takich ludzi i miałam okazję z nimi pracować, istna męka. Chociaż rozumiem irytację Rose, bo Malfoy oczywiście musiał trafić na kogoś, kto potrafi tańczyć. ;) I tak mi się to teraz trochę skojarzyło z filmem "Take the lead".
    Rozdział jak zwykle mi się podobał, bardzo lubię twój styl pisania. A jak wstawisz kolejny 22.07, to Cię ukocham, bo to moje urodziny. <3
    Życzę Ci mnóstwa weny i do następnego rozdziału!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wyobrażam sobie, że to musi być męka. Rose faktycznie nie trafiła źle, mogło być dużo gorzej, ale potem będzie jeszcze ciekawiej, to mogę obiecać. Pod warunkiem, że w końcu to napiszę, haha. :D A filmu nie widziałam, warto?
      O! To wstawię w takim razie tego 22.07, masz moje słowo. <3

      Pozdrówki!

      Usuń
    2. Dla Rose pewnie by była, bo nie sprawia wrażenia specjalnie cierpliwej osoby. A ja z natury jestem cierpliwa i miła dla całego świata, więc całą irytację chowam głęboko w sobie. ;)
      Napiszesz, wierzę w Ciebie!
      Film całkiem niezły, Antonio Banderas tańczy tango i to ze względu na niego w ogóle ten film obejrzałam. Idealny na nudne (najlepiej deszczowe) popołudnie.
      I takie prezenty to ja mogę dostawać. <3

      Usuń
    3. To prawda, Rose ma charakter Rona, dlatego już nawet Brian ją irytuje, choć jeszcze się stara hamować. :D Ale i tak Brian nigdy nie przebije Scorpiusa, jeśli chodzi o tempo irytacji Rosie - przynajmniej na razie :D
      O, to w takim razie już wiem, co będę oglądać po powrocie. :D
      To będzie speszyl z dedykacją. Taką ładną. <3

      Usuń
  2. Rose będzie chyba mieć trochę utrudnione zadanie jak trafiła na chłopaka, który prawie nie umie tańczyć. Myślę że sobie poradzą. Tylko niech Brian się postara.

    Czekam na kolejny rozdział.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Brian się będzie starał, bo nie ma innego wyjścia :D

      Pozdrówki!

      Usuń
  3. Jak miło, że trafiłam na twojego bloga zaledwie dwa dni przed nowym rozdziałem i nie musiałam się niecierpliwić :D
    Bardzo mi się podoba sposób w jaki przedstawiasz związek Rose z tańcem. Wydaje się bardzo intymny i silny.
    Hej, Rose, jesteś dziś jakaś dziwna. Może idź potańczyć.
    No i fajne ma te przyjaciółki :)
    Zdziwiłam się, że Rose ma jakąś specjalną komnatę, którą zaczarowuje, żeby była przystosowana do tańca. Nie byłoby jej wygodniej w Pokoju Życzeń? Zawsze fundował jakieś fajne wyposażenie, włącznie z rzeczami, o których użytkownik nawet nie pomyślał, że mogą mu sie przydać :D Do tego fajnie by nas wprowadzało w klimat Rowlingowego uniwersum.
    Zawszę czuje się niezręcznie, czytajac o Albusie w Slytherinie :D w epilogu miałam wrażenie, że Harry'emu nie udało się przekonać syna, że Slytherin to w zasadzie fajny dom i uspokoił się dopiero, gdy został zapewniony, że będzie mógł poprosić tiarę o Gryffindor. Ale kto wie, co dzieciakom chodzi po głowie? A może tiara w ogóle nie dała mu wyboru? W każdym razie, to całkiem ciekawy temat, zawsze chciałam go z kimś przedyskutować, gdy zaczęłam spotykać się z fanfikami z Albusem w Slytherinie xd ale to tak na marginesie :)
    Brian mi sie nie podoba. Miałam nadzieję (jak chyba wszyscy :D), że Rose zostanie dobrana ze Scorpiusem, więc trochę szkoda, ale z drugiej strony, tak jest bardziej niebanalnie :)
    Swoją drogą, wymyśliłaś bardzo fajny sposób, z tymi zwierzątkami.
    No cóż, czekam z niecierpliwością na 22 lipca :P
    Pozdrawiam, życzę kilogramów weny i udanego wyjazdu ;*

    PS Pisałaś u mnie w komentarzu, że wciecia mi sie rozwaliły :D Doradzisz mi proszę, w jaki sposób powinnam je robić, żeby to wygladało ładnie, gdy wklejam rozdział z worda na blogspot? Jestem kompletnym beztalenciem jeśli chodzi o formatowanie dokumentów. Przez pół godziny szukałam w googlach, jak zrobić tę pauzę w dialogach... xd proszę, nie zabij mnie śmiechem :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No bo tak jest - związek Rose z tańcem jest bardzo silny. Musi być, to jest jedna z jej ukochanych rzeczy. Kiedyś nawet zrobiłam rozpiskę na kartce - wypisałam tam pięć rzeczy, bez których moja Rose Weasley nie może żyć. Był tam, między innymi, taniec. A pozostałych na razie nie będę ujawniać. :D
      Masz rację co do Pokoju Życzeń, ale wydał mi się nieco zbyt oklepany. No bo powiedzmy sobie szczerze, w ilu opowiadaniach on się pojawia i ile osób umie o nim pisać tak, żeby nie popadać w schematy? :v Dlatego zdecydowałam się na specjalny pokój. O tym zresztą szerzej po I etapie turnieju, potrzebuję tego do późniejszych scen.
      Niby nie wydawał się przekonany i mógł oprotestować, aaaaale mimo wszystko wydaje mi się, że Harry mu poniekąd uświadomił, że Slytherin to wcale nie jest zły wybór. Jeśli zaś przeważały u niego cechy ślizgońskie, a tiara chciała go przydzielić właśnie tam - mógł nie protestować, pamiętając słowa ojca. Tak to widzę :>
      Ja nie lubię popadać w schematy, więc idę naokoło. Ale jeszcze będzie okazja, żeby potańczyli razem, w końcu to Taniec Przeciwieństw, co nie?
      Dziękuję bardzo <3

      PS Najlepiej do arkusza CSS wstawić kod: #Blog1 {text-indent: 20px;}. Ilość px możesz sobie dobrać pod bloga. Później, gdy wklejasz tekst do bloggera, musisz usunąć formatowanie i zbędne akapity. Może się jednak zdarzyć, że nie będziesz musiała tego robić - najlepiej sprawdź na podglądzie, czy jest równo. :3

      PPS Pauza w Wordzie jest prosta do zrobienia. Ctrl + alt + - na klawiaturze numerycznej, półpauza tak samo, tylko że bez klawisza alt. :>

      Usuń
  4. Witaj ;)
    W końcu znalazłam czas, by przeczytać twój rozdział. Ostatnio ciężko mi z tym idzie, wakacje.
    Wracając do opowiadania.
    Coraz bardziej podoba mi się Rose. Pomysł ze zwierzątkami prowadzącymi swoich właścicieli był niesamowity. Jestem prawie na sto procent pewna, że sama bym tego nie wymyśliła. Zawsze żałowałam, że nie mam takiej weny twórczej i motywy u mnie występujące raczej się powtarzają.
    Czekam na ciąg dalszy ;)
    Arabella

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A pomyślałby kto, że w wakacje jest więcej czasu, ech. :D
      Staram się wymyślać rzeczy, których jeszcze nie było w fanficzkach ScoRose. Przeczytałam ich już tyle, że mam dosyć oklepanych motywów w stylu Rose i Scorp zostają prefektami naczelnymi, mieszkają razem i tego typu rzeczy. :3 Poza tym nie przesadzaj, sama z siebie też bym tego nie wymyśliła, gdyby nie Wen :D
      Pozdrawiam!

      Usuń
  5. No dobra, przyznam, że jestem zaskoczona, że Rose nie trafiła na Malfoya :p z drugiej strony to by było takie oczywiste...
    To chyba mój pierwszy komentarz tutaj, więc powiem Ci, że bardzo mi się podoba ten pomysł. Świat czarodziejów mimo wszystko wydaje mi się taki ubogi, gdy oddzielić go od całego mugolskiego bogactwa xD Póki co bardzo fajnie udało Ci się opisać taniec, bo to zawsze wydawało mi się mega trudne. Wiadomo, filmy taneczne zazwyczaj odnoszą sukcesy, taniec jest bardzo dobrym tłem do historii, ale oddanie go słowami jest wymagającym zadaniem.
    Czekam na next, miłego wyjazdu! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To by było ZA oczywiste, bo wszyscy się tego spodziewali, a ja nie lubię być przewidywalna. :D Ale spokojnie, myślę, że w tej kwestii jeszcze was nie zawiodę. ^^
      Świat czarodziejów nie jest ubogi, wręcz przeciwnie! To się tak wydaje, że nie mają zbyt wielu nowych rzeczy, ale myślę, że trzeba spróbować zajrzeć w głąb... Odkrywa się wiele fajnych rzeczy :D
      Cieszę się, że to wyszło! Bałam się, czy podołam zadaniu, tym bardziej, że sama nie tańczę. Później będzie jeszcze gorzej, ale mam nadzieję, że uda mi się to wszystko ładnie opisać. :D
      Bardzo dziękuję za komentarz, to wiele dla mnie znaczy, serio, mentalnie serduszkuję. <3
      Pozdrawiam serdecznie!

      Usuń
  6. Podoba mi się, jak mocno pokazujesz, że taniec dla Rose to taka wielka pasja. Sposób na odreagowanie, odcięcie się od świata. :)
    I bardzo mnie cieszy, że Rose nie od razu trafiła na Malfoya. :D Ale pewnie w końcu trafi, po tych wszystkich etapach. :D Przynajmniej wyszło mniej przewidywalnie. ;) Ale ten Brian... Coś czuję, że go nie polubię, sama nie wiem, czemu. xD
    A sam pomysł na dobór parterów, genialny! Zwierzątka! ^^
    Ogólnie, opowiadanie bardzo przypadło mi o gustu. :) Podobają mi się Twoje kreacje bohaterów, twój styl pisania jest przyjemny i lekki w odbiorze. :)
    Czekam na więcej! :3
    Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
  7. Hej :) Zostałaś przeze mnie nominowana do LBA.
    Więcej informacji na moim blogu ;)

    http://dramione-zapomnijmyoprzeszlosci.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  8. Kolejny ciekawy rozdział! Jeeej! Tylko szkoda, że nie dłuższy:((((
    Powiem ci, że wzbudził we mnie dosyć wiele emocji.
    Zawód. Zaskoczenie. Irytację. Zaciekawienie.
    Ale chyba tak miało być, prawda? ;)
    Podoba mi się to, w jaki sposób ukazałaś to, ile taniec znaczy dla Rose.
    Ach, szkoda, że nie jest w parze ze Scorpiusem...xD Chociaż byłoby to bardzo przewidywalne.
    I tak mam nadzieję, że w końcu będą musieli tańczyć razem. Może taki mały, hmmm, zbieg okoliczności? Hihi... ;D Na przykład nagle rodzeństwo musi wyjechać, a nasze gołąbeczki pozostają bez partnerów? *zaciera ręce* xD
    Jakoś nie polubiłam tego Briana. Taki irytujący na pierwszy rzut oka.
    Fajny sposób na znalezienie partnerów do tańca! :)
    Zgadzam się-Rose musi to wygrać!! Najlepiej razem z Malfoyem! :D
    Pozdrawiam i życzę weny!
    ~Arya ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Mysz zamieniona w węża... Ciekawe czemu? :D
    Brian nie przypadł mi do gustu. :D
    Liczyłam na Scorpiusa. Zaskoczyłaś mnie. :D
    Rozdział jest super. :D

    OdpowiedzUsuń
  10. Coś mi się wydaje, że Rose za surowo ocenia swojego partnera. Ja tam sądzę, ze jest słodki <3 Okej, lecę czytać dalej!

    https://bestfriendpeeves.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń

Czarodzieje